Czego nie robić w ogrodzie?

łChciałeś dobrze, a wyszło jak zwykle?  Zdarza się, w końcu każdemu wolno czasami się pomylić, albo coś zwyczajnie spaprać i świat się od tego nie zarwie. Poza tym na błędach dobrze się uczyć. Jeszcze lepiej, jeśli są to pomyłki innych. A przeczytać o tym, czego w ogrodach robić się nie powinno zawsze warto…

1. Podlewanie

Wielu ogrodników traktuje tę czynność jak normalny obowiązek, tymczasem jest ono konieczne jedynie w nielicznych przypadkach. W pierwszej kolejności dotyczą one roślin uprawianych w pojemnikach, warzyw i na nich ogonek do podlewania powinien się skończyć. Inni chętni: trawniki, czy rośliny rabatowe powinny jednak radzić sobie same. Jeśli notorycznie trzeba je podlewać, to najprawdopodobniej wina leży po naszej stronie, bo źle przygotowaliśmy glebę  (jest w niej za mało gliny i próchnicy) lub też nieodpowiednio dobraliśmy rośliny. Często sadzimy takie, które w zastanych warunkach po prostu same nie dają sobie rady. Innym grzechem podlewających jest notoryczne polewanie liści (to zachęta dla chorób grzybowych), a największym problemem i ubocznym skutkiem podlewania: niekontrolowany rozwój ślimaków. One wilgoć wprost kochają i zawsze ciągną tam gdzie mokro.

Na pocieszenie przypominam, że więdnięcie roślin w czasie upału jest normalną fizjologiczną reakcją, której celem jest ograniczenie parowania wody. Wieczorami rośliny zwykle wracają do dobrej formy. A zamiast ciągle podlewać lepiej systematycznie wzbogacać glebę w próchnicę, czyli stosować kompostowanie i ściółkowanie.

2. Udeptywanie gleby podczas sadzenia roślin

Każdy chce, by stały prosto i stabilnie, ale mocne udeptywanie gleby przy korzeniach może przynieść więcej szkody niż pożytku. Jeśli trzeba, to zawsze lepiej ucisnąć podłoże ręką niż nogą, a najlepiej nasypywać je niewielkimi warstwami i polewać wodą, tak by osiadało i dostawało się nawet między najdrobniejsze korzenie. Udeptywania gleby najbardziej nie lubią magnolie o mięsistych korzeniach. Zmiażdżenie tego, co pod ziemią, często jest początkiem końca roślin, bo inicjuje proces gnicia części podziemnych.

3. Ustawianie podpór

Dla wielu roślin są one wprost niezbędne, jednak namawiam do tego, by o ile to możliwe, słupki, tyczki, pergole czy drabinki wkopywać do ziemi w tym czasie, w którym je sadzimy. Późniejsze kopanie dołów przy roślinach jest prawie równoznaczne z niszczeniem korzeni. To się naszym “podopiecznym” z całą pewnością nie spodoba. Z mojego doświadczenia wynika, że kłopoty na pewno czekają spóźnialskich miłośników powojników i innych pnączy.

4. Gorliwe pielenie

Chwasty oczywiście nie są najlepszym towarzystwem dla roślin ogrodowych i tam gdzie trzeba, należy się ich pozbywać, ale gorliwe pielenie i czyszczenie rabat też czasem nie popłaca. Po pierwsze dlatego, że szczególnie niskie chwasty, zadarniające, utrzymują odpowiednią wilgotność gleby i polepszają mikroklimat wokół rośliny. Po drugie zamiast zabierać i głowić się co zrobić z wyrwanymi chwastami, zawsze można je wykorzystać do okrywania gleby na rabacie i utrudnienia życia kolejnemu pokoleniu niechcianych lokatorów. Najgorsze są przypadki zostawiania odkrytej gleby, która zawsze jest wabikiem dla nasion komos, gwiazdnic, perzów czy ostów. Ich pojawienie się w takim miejscu jest tylko kwestią czasu, najczęściej bardzo krótkiego.

5. Jesienne porządki w ogrodzie

Tak naprawdę większość roślin wcale za nimi nie przepada, a obsesyjne sprzątanie przed zimą pozbawia rośliny naturalnej okrywy z liści. To nasze widzimisię, bo smagane wiatrem listowie i paździerze układa się samo tak pięknie wokół krzewów i bylin, że i my lepszej dla nich okrywy nie przygotowalibyśmy. Może i wątpliwa to dla ogrodu ozdoba, ale lepiej ją zostawić, a zająć się w tym czasie grabieniem trawników. Murawa nie znosi, gdy coś zasłania jej światło. Dodatkowo pozostawione na powierzchni trawnika resztki roślin mogą powodować jego gnicie.

6. Bielenie pni

Ten zimowo-wiosenny rytuał ma jedynie na celu zapobiec pękaniu kłodzin pod wpływem dziennego nagrzewania i nocnych mrozów. Podczas takiej pogody woda w pniach zaczyna krążyć, nocą zamarza i mamy buch! Jednak notoryczne bielenie z czasem odkwasza glebę wokół roślin, bo to przecież wapno, które zmywa deszcz. Dlatego od czasu do czasu sprawdźmy, jaki tak naprawdę jest odczyn ziemi w pobliżu drzewek i jeśli okaże się, że dochodzi do zasadowego, wtedy ograniczmy bielenie lub wyłóżmy przy pniach ściółki. Wtedy w nie, a nie w glebę wsiąknie białe wapno.

7. Osy, trzmiele i pszczoły

Jeśli w ogrodzie bywają osoby uczulone, wtedy raczej wyboru nie ma i gniazda trzeba usunąć. Jeśli jest inaczej, to podejmijmy próbę zgodnego sąsiadowania z jadowitymi lokatorami. Owady zwykle tolerują naszą obecność, a z czasem się do niej przyzwyczajają, jeśli nie przekroczymy pewnej granicy. Ryzyko może się opłacić, bo osy to żarłoczne drapieżniki, które żywią się m.in. owadami będącymi szkodnikami roślin, a trzmiele i pszczoły zapylają kwiaty. Jeśli wziąć pod uwagę plusy i minusy ich obecności w ogrodach, to zawsze lepiej, gdy w pobliżu są, niż gdy ich brakuje.

8. Zasilanie trawy

W samym zasilaniu trawy nic złego nie ma, jest przecież regularnie koszona, to i trzeba pomóc jej uzupełniać składniki pokarmowe. Problem w tym, czym ta „stołówka” jest zasilana. Wśród wielu różnych nawozów do trawy polecam zawsze nawozy wolno działające, albo inaczej “studniowe”, które powoli się rozpuszczają i regularnie zieleń odżywiają. Nawozy tradycyjne mają tę wadę, że dają efekt natychmiastowy i nagły. Trawa rośnie silnie i wtedy przez pewien czas nie nadążamy z koszeniem, a później nagle stopuje, bo od razu „zjada” cały nawóz i na później jej nie wystarcza. Takie “przejadanie się” jest dla trawnika niekorzystne. Nie da się go nakarmić raz na całe życie. Poza tym częste nawożenie zwiększa zasolenie, czyli zatrucie gleby. Nawozić powinno się systematycznie i preparaty długo działające w ten schemat najlepiej się wpisują.

9. Brązowienie iglaków

Zamiast od razu opryskiwać chemią lub zasilać nawozami najpierw zastanówmy się dlaczego rośliny zmieniają kolor? Dla wielu z nich jest to normalny zwyczaj związany z porami roku, czyli np. panującą pogodą (dotyczy to np. sosen, mikrobioty syberyjskiej, cisów). Czasami brązowienie to skutek groźnych chorób, zasolenia, mrozów, a niekiedy naszych zaniedbań, na przykład niestarannego przygotowania podłoża na etapie sadzenia. Namawiam, by zamiast odruchowo sięgać po różne preparaty i stosować je na oślep, najpierw poradzić się specjalistów, pokazać im chociażby zdjęcie roślin i uszkodzeń. Na pewno coś poradzą.

10. Sadzenie roślin. Goły korzeń czy bryła?

Sadząc jesienią lub wczesną wiosną wybieramy rośliny wykopane z ziemi bez zawiązków listków z gołym korzeniem. Roślina bez liści nie jest narażona na parowanie wody z liści, natomiast łatwiej się ukorzenia w chłodnym okresie obfitującym w opady atmosferyczne. Rośliny ukorzenione w doniczkach z tzw. bryła korzeniową, sadzimy już w czasie sezonu wegetacyjnego, gdyż dobrze rozwinięty system korzeniowy ogranicza stres związany z przesadzaniem.

Ważne!

Ze środków ochrony roślin należy korzystać z zachowaniem bezpieczeństwa. Przed każdym użyciem przeczytaj informacje zamieszczone w etykiecie i informacje dotyczące produktu. Zapoznaj się z zagrożeniami i postępuj zgodnie ze środkami ostrożności wymienionymi na etykiecie.


AGRECOL © 2018 Wszystkie prawa zastrzeżone.