Nasz gość specjalny – Witold Czuksanow

Rozmowa z Witoldem Czuksanowem, dziennikarzem i autorem książek o tematyce ogrodniczej, prowadzącym program “Rok w ogrodzie” w TVP 1.

Jak zaczęła się Pana przygoda z ogrodnictwem?

Myślę, że w moim przypadku początek przygody z ogrodnictwem świetnie opisuje powiedzenie „Wszystko dobre, co się dobrze kończy”. Już jako uczeń podstawówki MUSIAŁEM pomagać przy uprawie przydomowego warzywnika, a w czasie wakacji pracowałem w szkółce przy okulizacji róż. Nie lubiłem tego bólu pleców po robocie, a podrapanych rąk i nóg przez kolce dzikich róż nienawidziłem serdecznie. Ale tak jakoś później wyszło, że po podstawówce zacząłem naukę w Technikum Ogrodniczym, później były studia na Wydziale Leśnym SGGW W Warszawie, więc zamiłowanie do roślin i ogrodów jest mi chyba przeznaczone.

_DSC3621

Witold Czuksanow

Ile czasu poświęca Pan na realizację cotygodniowego programu w TVP 1 “Rok w Ogrodzie”?

Praca zdjęciowa i montażowa zajmuje zwykle 2-3 dni. Zabawa polega jednak na tym, żeby program przygotować w ostatniej chwili, a to czasami kończy się nerwami. W ogrodniczym programie bowiem swoje do powiedzenia ma również pogoda. Mam takie powiedzenie ”nie przejmuj się pogodą, nie masz na nią wpływu”. Tylko że praca w plenerze ma właśnie takie plusy i minusy, że z aurą różnie bywa. Czasami jest tak zimno, że po zdjęciach nie czuję rąk i nóg. Najgorzej jednak jest wtedy, gdy zaczyna lać z nieba i w ogrodzie trudno cokolwiek nagrać. Rośliny za to kochają deszcz i zdarzyło mi się pewnego lata, że skrupulatnie zaplanowany program zmieniłem w czasie realizacji w stu procentach, bo postanowiłem opowiedzieć o deszczu w ogrodzie. Czyli pogodowy psikus zmieniłem w atut programu. Moim zdaniem zrobiłem wtedy jeden z najciekawszych odcinków „Roku w ogrodzie” jaki kiedykolwiek powstał. Ostatnio coraz częściej zaplanowany wcześniej scenariusz modyfikuję w trakcie pracy z ekipą. Korzystam po prostu z tego, że ogród sam podpowiada tematy, którymi warto byłoby się zająć. I tak się jakoś zwykle składa, że te tematy podrzucone przez naturę, zwykle są najciekawsze. Ale takie jest ogrodnictwo. To zajęcie dla ludzi, którzy lubią i potrafią podpatrywać przyrodę.

“nie ma nic smaczniejszego niż warzywa z własnego ogrodu”

 W jaki sposób Internet pomaga Panu jako ogrodnikowi?

Internet i ogród? Pierwsza myśl to wyszukiwanie w sieci dokładnych nazw roślin. Przygotowując audycję muszę je wpisywać na ekran, bo widzowie lubią gdy się podpisuje prezentowane drzewa, krzewy czy byliny. Internet to również źródło poszukiwania nowych interesujących miejsc i ludzi, których warto byłoby odwiedzić. Myślę jednak, że w tej branży jesteśmy dopiero na początku drogi. Polskich stron ogrodniczych, wyczerpująco traktujących temat, jest naprawdę niewiele. Dobrym przykładem są tu na przykład strony poświęcone pnączom czy różom. Coraz więcej w Internecie stron hobbystów, a z tych naprawdę wiele można się dowiedzieć. Brakuje jednak portali z aktualnościami ogrodniczymi, które reagują na to, co aktualnie ogrodom zagraża i na co ogrodnicy powinni zwracać uwagę. Wynika z tego, że chyba przydałaby się telewizja internetowa „Ogród” z prawdziwego zdarzenia…

Jaka jest Pana ulubiona naturalna potrawa “prosto z ogródka”?

Skorzonera. To warzywo korzeniowe zbierane jesienią i zimą, które świetnie się przechowuje, a po przygotowaniu przypomina białe szparagi. Uwielbiam skorzonerę (czytamy to słowo jako oddzielne „r” i „z”) gotowaną (uprzednio obraną) w osolonej, zakwaszonej sokiem z cytryny wodzie. Można polać masłem. Jest to roślina wyjątkowo zdrowa (czyli nie wymagająca oprysków), a oprócz tego z niewiadomych mi przyczyn kompletnie nieznana. Mamy w Polsce wielki opór we włączaniu do menu nowych roślin, zwłaszcza takich, które można uprawiać w naszym kraju. Co innego, gdy warzywka przyjadą z dalekich Wysp Kanaryjskich czy Izraela, albo i nawet z Ameryki Południowej, z której ostatnio importuje się na przykład czosnek. Nasze jest wciąż w niełasce, ale cieszy, że zaczynamy powoli rozumieć, iż warzywo warzywu nierówne i nie każde smakuje równie dobrze. Sprowadzane warzywa często są bez smaku, co może w niektórych krajach bywa zaletą, ale u nas na szczęście wciąż jeszcze nie. Zapewniam, że nie ma nic smaczniejszego niż warzywa z własnego ogrodu, świeżo zerwane i przygotowane. Dotyczy to również owoców i ziół.

 Nadchodzi “Bitwa o pietruszkę”

Jest Pan autorem kilku książek o tematyce ogrodniczej. Czy planuje Pan następną? Jeśli tak, to czy zdradzi Pan, o czym ona będzie?

Właśnie książka o warzywach. Będzie zatytułowana „Bitwa o pietruszkę” i jest już w wydawnictwie. Pracujemy nad składem. Będą w niej i przepisy dotyczące uprawy i porady kulinarne, do tego zabawne rysunki, zdjęcia, anegdoty o warzywach. Każde z nich ma swoją bogatą historię. Lwią część swojej pracy nad tą publikacją już wykonałem, teraz ślęczymy nad grafiką i liczę na to, że jeszcze w tym roku publikacja się ukaże. Oprócz tego jak zwykle pracuję nad moim kalendarzem księżycowym czyli obecnie „Wpływem księżyca 2015”. Plany na ten sezon to również napisanie książki o ziołach. Już wiem, że sprawę potraktuję nie tylko jako poradnik kulinarny, lecz ciekawostkę i rozprawkę historyczną o naszych kontaktach z różnymi ziółkami. Będzie zatem nie tylko o mięcie i tymianku, lecz również np. o tym, dlaczego zimą powinno się pić herbatę gotowaną ze zdrewniałych pędów malin i dlaczego w dawnych czasach jaskier był ulubioną rośliną żebraków. Dlaczego? Bo smarując nim skórę powodowało się powstawanie pryszczy, a to… pomagało polepszyć wyniki finansowe wykonywanej pracy. Będzie też o roślinach, które odpędzają złe duchy i o takich, które można spożywać dla zdrowia, urody i dobrego samopoczucia.

Typowy polski ogród według Witolda Czuksanowa to?

Letni ogród bylinowy. Marzę o czasach, gdy żywotniki i bukszpany przejdą w niełaski, a wrócą do nich ostróżki, piwonie, rudbekie, dzielżany i kolorowe łubiny. Polski ogród jest ogrodem bylinowym, wspomaganym przez tradycyjne kwiaty jednoroczne: nagietki, nasturcje, kosmosy, aksamitki. Na nasze warunki do tej pory nic lepszego nie wymyślono. Na wycieczkę po takich polskich ogrodach mogę zaprosić w dowolny obszar naszego kraju, do wsi położonych przy lokalnych drogach. Latem wycieczka takimi duktami to naprawdę wielka przyjemność.

 “ogrodnictwo jest sztuką popełniania błędów”

Jakie najczęstsze błędy zauważa Pan u osób, którzy zajmują się ogrodnictwem?

Nie lubię punktowania błędów w ogrodach, bo ogrodnictwo jest sztuką popełniania błędów. Sam ich wciąż robię mnóstwo, ale wiem też, że każdy z nich to pewne doświadczenie. A w ogrodzie zadziwiająco wiele błędów potrafi zamienić się w sukces. Przykład? Krzywa brzózka, złamana przez wichurę i przedstawiająca widok żałosny, może w przeciągu dwóch sezonów zamienić się w najpiękniejsze drzewo ogrodowe. Urocze właśnie głównie dlatego, że po przejściach. Tak jest z całą ogrodowa materią. Błędy to po prostu sprawa odpowiedzi na pytanie, czy ogród jest dla nas czy na pokaz. Osobiście skłaniam się ku pierwszej z tych odpowiedzi i o każdej swojej roślinie potrafiłbym długo opowiadać. Nawet jeśli kompozycyjnie można by mieć zastrzeżenia. Polskie grzeszki ogrodowe to moim zdaniem za dużo iglaków i za dużo trawników, a za mało kwiatów, roślin okrywowych i kolorowych liści. Ale to tylko moja opinia. Jeśli ktoś kocha żywotniki, to niech się nimi otacza. Nikomu nic do tego.

Które gatunki kwiatów należą do Pana ulubionych?

Lubię wszystkie pachnące. Gdy to piszę właśnie za oknem rozkwita kalina koreańska, której zapach zapamiętuję na cały rok i tęsknię za nim po cichu przez kolejnych jedenaście miesięcy i dwa tygodnie. Pierwsze trzy miejsca w tym świecie zapachów przyznałbym chyba lawendzie, maciejce i lewkonii. Kolejność jest nieprzypadkowa, bo lawenda ma przecież wonne nie tylko kwiaty, lecz i liście. Z maciejką z kolei miałem kiedyś zabawne zdarzenie. Otrzymałem list od Polki mieszkającej w Czechach, która prosiła mnie o przysłanie nasion. Brakowało jej tam zapachu, który zapamiętała z babcinego ogródka. Czesi podobno maciejki nie znają. Lubię też laki. Są mało popularne, ale udaje mi się co rok kupić nasiona. Pielęgnacja tych kwiatów ogranicza się praktycznie do wysiewu i pielenia. Do grona faworytek zaliczam też dzikie i historyczne róże, co zwykle pięknie pachną i są odporne na choroby. I tak dotarłem do jednego z problemów amatorskiego ogrodnictwa, któremu często podsuwa się rośliny okazałe, ale wrażliwe na choroby, a do tego jeszcze bardzo wymagające. Amator musi z ogrodu czerpać przyjemność i poświęca czas wtedy, gdy może sobie na to pozwolić. Zatem i jego podopieczni muszą często sami sobie dawać radę. I takie samodzielne rośliny to te moje najukochańsze. Nazywam je niekiedy chwaściorami, bo same rosną, kwitną i odwdzięczają się za dobre słowo oraz garść nawozu. Lista ich dość długa i te, które opisałem wyżej, jej nie wyczerpują. Ale można ją poznawać w kolejnych odcinkach “Roku w ogrodzie” w TVP 1, do których oglądania zapraszam.

Dziękujemy za rozmowę

Ważne!

Ze środków ochrony roślin należy korzystać z zachowaniem bezpieczeństwa. Przed każdym użyciem przeczytaj informacje zamieszczone w etykiecie i informacje dotyczące produktu. Zapoznaj się z zagrożeniami i postępuj zgodnie ze środkami ostrożności wymienionymi na etykiecie.


AGRECOL © 2018 Wszystkie prawa zastrzeżone.